Kulisy postprodukcji filmowej

0
852

Paula Kliś w rozmowie z Patrykiem Sceliną  –  niezwykle utalentowanym grafikiem, producentem muzycznym i specjalistą postprodukcji filmowej.

P.K.: Nasi goście na początku rozmowy mierzą się z naszym standardowym pytaniem. Czym dla Ciebie jest „Fejm”? Czy w Twojej branży to słowo w ogóle istnieje?

P.S.: To trudne pytanie. „Fame” czyli sława jest zjawiskiem bardzo pożądanym w dzisiejszym świecie. Myślę, że w każdej branży pojawiają się postacie szczególnie rozpoznawalne i popularne, o których jednocześnie nie słyszał nikt lub prawie nikt, kto z daną branżą nie ma do czynienia. Tak samo jak jeszcze przed paru laty Stephen Hawking był znany głównie pośród naukowców, pasjonatów fizyki i astronomii, a dziś niemalże każdy zna to nazwisko za sprawą nominowanego do Oskara filmu pt. „Teoria Wszystkiego”. Tak samo osoby pracujące przykładowo w branży postprodukcji filmowej zdobywają rozgłos poza wąskim gronem zapaleńców i stają się osobami publicznymi. Dlatego uważam, że tak istnieje „Fejm”, choć nie jestem zwolennikiem tego określenia.

P.K.:  Brałeś udział w procesie postprodukcji wielu reklam telewizyjnych, filmów krótkometrażowych i dokumentalnych.  Z których projektów jesteś najbardziej dumny? 

P.S.: Niedawno zakończyłem pracę nad pełnometrażowym filmem animowanym pt. „Złote Krople”, przy którym pracowałem przez ostatnie cztery lata. Była to jak dotąd największa produkcja w jakiej brałem udział. Co ciekawe jest to chyba jak dotąd największa i jednocześnie najodważniejsza produkcja filmu animowanego w Polsce. W trakcie pracy nad filmem wiele się nauczyłem, zarówno w sferze technicznej jak i plastycznej.  Jednak najbardziej cieszy mnie fakt, że miałem możliwość dodania w niemalże każdej scenie, nad którą pracowałem sporo od siebie. Swojego wyczucia smaku, wrażliwości, stylu czy jakkolwiek inaczej to nazwiemy. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to najważniejszy projekt w jakim dotychczas brałem udział. Nie tylko ze względu na ilość poświęconą mu czasu, ale przede wszystkim z powodu świetnej ekipy w firmie Virtual Magic, z którą dane mi było pracować i doświadczenia jakie zdobyłem w trakcie pracy. Chciałbym powiedzieć coś więcej i mniej tajemniczo, ale nie było jeszcze premiery kinowej i nie mogę zdradzać szczegółów.

PatrykScelina_02

P.K.: Twoja praca niezaprzeczalnie wymaga kreatywności i nieszablonych rozwiązań. Czy masz sprawdzone sposoby by pobudzić swoją kreatywność? Skąd czerpiesz inspiracje?

P.S.: To jest najtrudniejsza część mojego codziennego życia. Z własnego wyboru zajmuję się zarówno pracą z obrazem filmowo-telewizyjnym jak i muzyką. Obie te dziedziny to praca kreatywna, ale wymagają one zupełnie innego typu kreatywności. Przynajmniej ja tak to widzę. Kiedy pracuję nad muzyką, w mojej głowie płynie nieprzerwany strumień dźwięków układających się w przeróżne melodie. Nie ważne czy akurat prowadzę auto, robię zakupy, czy śpię. Czasami nie mogę zasnąć albo budzę się słysząc melodię. Muzyka pochłania mnie do tego stopnia, że nie potrafię w tym samym czasie pracować z obrazem. Dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce gdy zaczynam pracę nad projektem wizualnym. Zawsze mam problem okresu przejściowego. Gdy pracuję nad obrazem i nagle muszę stworzyć jakiś utwór muzyczny na zlecenie, wpadam w panikę. Muszę w pewnym sensie przestawić myślenie z obrazu na dźwięk. Niektórzy mają problemy z podzielnością uwagi, a u siebie dostrzegam jej całkowity brak. Natomiast na pobudzanie kreatywności mam kilka sprawdzonych sposobów, jednak jest to proces, który przez osobę trzecią może być uważany za obijanie się i całkowite marnowanie czasu. Latem jeżdżę na rowerze po Wrocławiu. Kiedyś w trakcie jazdy usłyszałem kilka dźwięków przejeżdżającego obok mnie tramwaju i ciężarówki, które nałożywszy się na siebie stworzyły ciekawy rytm. Sam się z tego śmiałem, bo całą drogę powrotną do domu nuciłem pod nosem ten rytm, by go nie zapomnieć. Oprócz tego oglądam filmy, czytam i oglądam wywiady ze znanymi twórcami, przeglądam albumy ze zdjęciami i ilustracjami, gram na konsoli i komputerze. Czyli robię wszystko to co większość osób uważa za zabawę, rozrywkę i może nawet stratę czasu. Chyba dwa lata temu otrzymałem zlecenie na stworzenie muzyki do gry, której twórcy od naszej pierwszej rozmowy zaznaczali, że bardzo podoba im się klimat w innej popularnej grze komputerowej i liczyli na to, że zrozumiem o co chodzi i podzielę ich fascynacje. Nie miałem wyboru, musiałem pójść do sklepu, kupić tę grę i przez kolejne kilka dni grałem w nią by złapać wspólny język z klientem.

PatrykScelina_03

P.K.: Współpracujesz z cenionymi w branży zwiastunów filmowych firmami takimi jak SubPub Music, Selectracks, Sonic Librarian. Często wielu widzów jest zachwyconych zwiastunami, a po premierze wychodzi z kina z rozczarowaniem na twarzy. Jak myślisz z czego to wynika?

P.S.: Powoli widzowie zaczynają zdawać sobie z tego sprawę, choć wielu jeszcze nie dopuszcza do swojej świadomości faktu, że zwiastuny filmowe mają tyle wspólnego z samym filmem co przykładowo reklamy proszków do prania z samymi proszkami.  Zwiastuny filmowe to twory czysto marketingowe, których jedynym zadaniem jest zwrócenie uwagi widza, wywołanie reakcji emocjonalnej. Dzięki niej widz zapamięta markę, a w rezultacie kupi ten produkt, czyli pójdzie do kina.

Muzyka w zwiastunach filmowych to niemalże zawsze zupełnie inna muzyka niż ta, którą słyszymy w filmie. Nad produkcją zwiastunów przeważnie też nie pracują ludzie odpowiedzialni za film, a zupełnie inna ekipa. W USA nazywają to „Trailer House”, niestety nie spotkałem się z polskim odpowiednikiem tej nazwy.  Kiedy rusza machina marketingowa filmu bardzo często ekipa filmowa w dalszym ciągu pracuje na planie albo film jest we wczesnym stadium postprodukcji. Zarówno montażysta jak i kompozytor nie mają czasu by pracować nad zwiastunem, a nierzadko kompozytor nie napisał jeszcze ani jednego utworu do filmu, w momencie gdy „Trailer House” już pracuje nad zwiastunem. Z tego powodu muzyka w zwiastunach nie jest nawet pisana na zamówienie przez innego kompozytora, a jest ona wybierana z bibliotek z gotową muzyką przygotowaną specjalnie pod kątem promocji filmów. Ten rynek bardzo przypomina tradycyjną branżę reklamową. Wszystko dzieje się bardzo szybko, wiele firm konkuruje ze sobą i jest to istny wyścig szczurów, zarówno jeśli chodzi o speców od montowania zwiastunów jak i twórców muzyki. Ja dotychczas miałem okazję podpisać umowy z trzema dostawcami muzyki do zwiastunów, o których już wspomniałaś. Do tego grona właśnie dołączyły dwie nowe firmy, o których na razie nie mogę wspominać. Jednak muzyki jest tak dużo, że trzeba mieć naprawdę bardzo oryginalny utwór i do tego sporo szczęścia by został on wybrany do jakiegokolwiek zwiastuna filmowego.  W Polsce ten rynek praktycznie nie istnieje.

Rocznie powstaje u nas tak mało produkcji kinowych, że musiałaby istnieć jedna firma tworząca zwiastuny do wszystkich filmów by była w stanie na siebie zarobić. Znam jedną, polską firmę produkującą zwiastuny filmowe i odnoszącą w tej dziedzinie sukcesy, jednak ona zajmuje się też wieloma innymi zadaniami związanymi z produkcją filmową, więc nie można powiedzieć by był to „Trailer House”.

P.K.: Z jakim największym problemem lub wyzwaniem zderzyłeś się w trakcie pracowania nad produkcją?

P.S.: Ciężko podać jedno wyzwanie czy problem. Każdy projekt nad którym pracowałem niezależnie czy wizualny czy muzyczny niósł ze sobą wyzwania. Czasami wyzwaniem było osiągnięcie oczekiwanej jakości pomimo ograniczeń technicznych lub/i finansowych. Innym razem wyzwaniem była komunikacja z klientem.  Czasami klienci zapominają albo nie zdają sobie sprawy z tego, że zatrudniając jakiegokolwiek twórcę nie płacą za samą umiejętność używania narzędzi, ale przede wszystkim za czyjeś poczucie estetyki, styl i gust. Klienci są czasami pod wrażeniem innych marek jakie pojawiają się w portfolio twórcy, a nie samych prac. To akurat czasami się zdarza, gdy klient nie ma zmysłu plastycznego albo co gorsze wydaje mu się, że ma i prosi o wykonanie projektu niemalże w taki sposób jakbym ja był tylko jego rękami. Wtedy wyzwaniem jest powiedzenie takiemu klientowi, że to o co prosi, jest sprzeczne z moim poczuciem estetyki i nie potrafię tego zrobić tak jak tego oczekuje. Niektórzy są w stanie to zaakceptować, inni urażeni odchodzą. Jeśli ktoś znając moje prace zatrudnia mnie, powinien się spodziewać, że efekt może być w jakimś stopniu do nich podobny.

Miałem zbliżoną sytuację latem. Dostałem propozycję pracy nad muzyką dla najbardziej cenionego studia animacji 3D i postprodukcji w Polsce. Osoba, która się ze mną skontaktowała była pod wrażeniem muzyki z mojej płyty pt. „Interdimensional”, którą wydałem wiosną ubiegłego roku. Jednak niedługo po formalnym nawiązaniu współpracy okazało się, że oczekuje się ode mnie opracowania muzyki w zupełnie innym stylu niżeli ta, która pierwotnie wzbudziła zainteresowanie klienta. Rwałem włosy z głowy i rąk próbując sprostać oczekiwaniom tworząc de facto muzykę zupełnie nie w moim stylu, która była dosłownie beznadziejna. Jak nie trudno się domyślić klientowi też się ona nie podobała. Termin gonił i ostatniego dnia pracy usłyszałem przez telefon coś w rodzaju: Panie Patryku proszę jeszcze spróbować to poprawić, a jeśli może Pan stworzyć coś nowego, to proszę zrobić coś po swojemu, tak jak Pan to czuje. Byłem sfrustrowany i bezradny, ale po tej rozmowie poczułem się jak nowo narodzony i przede wszystkim poczułem jakby ktoś dosłownie zdjął kajdany z moich rąk. Zaparzyłem kubek kawy i pracowałem całą noc po czym efekt tej pracy przesłałem do klienta. Kolejnego dnia z przerażeniem odebrałem telefon i usłyszałem „Panie Patryku rewelacja, bierzemy ten nowy utwór”.

Nie wiem czy to było największe wyzwanie. Skrajne emocje towarzyszą mojej pracy bezustannie. Jednak zawsze największą satysfakcję z wykonanej pracy mam właśnie wtedy gdy porażkę uda się obrócić w sukces.

Rozmowę przeprowadziła

Paula Kliś

ZOSTAW ODPOWIEDŹ