Czy kobiety kochają bardziej?

0
488

Jesteśmy niestrudzeni w własnych oczekiwaniach. Jednym tych oczekiwań jest przywiązanie partnera i miłość aż do śmierci. Kobiety (chociaż nie tylko!) oczekują, że stan uniesienia związany z zakochaniem będzie trwać wiecznie. A przynajmniej tak samo długo u obojga. Tymczasem okazuje się, że przechodzimy dwa stany zakochania.

Podczas pierwszego etapu zakochania działamy pod wpływem narkotycznego rauszu, jak to określa dr Janusz Leon Wiśniewski, co oznacza, że jesteśmy pod wpływem fenyloetyloaminy wytwarzanej przez nasz organizm. To wówczas jesteśmy w stanie przenosić góry, nie dostrzegamy wad partnera itd. Taki stan jednak nie może trwać długo – maksymalnie 4 lata, a przeciętnie 18 miesięcy (czasami znacznie krócej, ponieważ taki metabolizm komórek doprowadziłoby do totalnego wycieńczenia). Po tym okresie dochodzi do osłabienia zainteresowania daną osobą, a często nawet do rozpadu związków.

Ponadto naukowcy dowodzą, że jeśli związek trwa dłużej, to tylko dlatego, że fenyloetyloamina przekształca się w inny związek chemiczny – oksytocynę, której więcej posiadają kobiety. My wszystkiego posiadamy więcej – tak mi się czasami wydaje.

Oksytocyna wywołuje w nas przywiązanie, uczucie macierzyństwa, respekt oraz szacunek. Oksytocyna jest odpowiedzialna za najistotniejsze procesy życiowe: narodziny (ponieważ odpowiada za skurcze macicy podczas porodu), laktację mleka podczas karmienia oraz przeżywanie orgazmów u kobiet (kontrakcje mięśni w pochwie, kontrakcję macicy). Mężczyzn charakteryzuje mniejszy poziom oksytocyny, ponieważ im jest potrzebna głównie do wywołania erekcji (odpowiada za napięcie naczyń krwionośnych). Gdyby to oni rodzili… hm tyle zostałoby nam odebrane.

Według naukowców związek trwa, jeśli przejście z jednej fazy zakochania w drugą dokonuje się u partnerów jednocześnie. (Piękna sprawa. Można porównać do orgazmu, który osiąga się jednocześnie). Gdy tak się nie dzieje, dochodzi do dysharmonii w związku i związanego z tym niezrozumienia wzajemnego zachowania. Osoba znajdująca się jeszcze pod wpływem fenyloetyloaminy zaczyna się najzwyczajniej nudzić, będąc w parze z osobą, która już przeszła na oksytocynę. (Seks bez orgazmu też kiedyś zacznie się nudzić).

Należy jednak pamiętać, że oksytocyna wywołuje takie emocje, jak przywiązanie, opiekuńczość, spokój, a nawet matkowanie. I to dlatego kobieta pragnie ze strony mężczyzny troski i empatii, jednak z punktu widzenia biochemii (nawet jeżeli dwie osoby są na oksytocynie), mężczyzna nie jest w stanie spełnić kobiecych oczekiwań. Po prostu ma znacznie mniej oksytocyny, co tłumaczy również niższe zaangażowanie emocjonalne. Nie pojmując tego faktu, nie znając go kobieta czuje się dotknięta, niedopieszczona, niezauważana, a wręcz ignorowana. (Pojmując rolę oksytocyny można pokusić się stwierdzenie, że spadnie liczba zarzutów, często bardzo karcących naszych partnerów).

Ale czy znajomość biochemii mózgu może tłumaczyć winowajcę?
Czy procesy biochemiczne mogą tłumaczyć pozorną obojętność mężczyzny wobec potrzeb kobiety?
Być może nie jest to pozorna obojętność, i wówczas czy nie lepiej po prostu się rozstać?

Powszechnie wiadomo, że kochając kogoś „na siłę”, najwięcej szkody wyrządzamy samym sobie. I nie jest to tylko przysłowie. Destrukcyjne emocje kierujemy do wewnątrz, co szkodzi nie tylko zdrowiu psychicznemu ale również fizycznemu. (Może lubimy siebie karać za wejście w związek z danym partnerem?).

Dlaczego kobiety nie pozwalają odejść swoim mężczyznom? Dlaczego na długo po rozstaniu cierpią i dziwią się, że on nie tęskni?

W pierwszej kolejności przeżywamy „żałobę” po stracie, co jest rzeczą bardzo naturalną. Często jednak proces ten przedłuża się, ponieważ kobiety bronią się przez zamknięciem starego rozdziału, boją się otworzyć nowe drzwi i nie korzystają z fachowej pomocy. „Uważają, że samo się jakoś ułoży”, co jest dużym błędem ponieważ samo się nic nie rozwiąże. No ale to już temat na spotkanie indywidualne.

Jakie mamy najprostsze wytłumaczenie?
Jakkolwiek było w związku, jakikolwiek był związek – był czymś znanym, przewidywalnym i – co się z tym wiąże – bezpiecznym a obawa przed utratą tego jest naturalną częścią procesu zmiany.
Ale to nie jest żadnym wytłumaczeniem. Nie jedna kobieta udowodniła, że bardzo szybko potrafimy zaadoptować się w nowych warunkach.

Bierz z nich przykład i pamiętaj, że dopóki nie odpuścisz starego związku, żadne z was nie będzie naprawdę wolne. Dopóki nie zadbasz o własne emocje i uczucia – będziesz uwięziona/uwięziony w świadomości drugiej osoby.

Pozdrawiam,
Wioletta Klinicka
Trener Integracji Personalnej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ