Irytujące kampanie społeczne

0
787

W ciągu ostatnich lat obserwuję wręcz wysyp różnego rodzaju kampanii społecznych dotyczących bezpieczeństwa na drogach. Ich cel jest prosty – zwiększyć bezpieczeństwo. Idea szlachetna, lecz jej wykonanie przeważnie woła o pomstę do nieba. Niejednokrotnie, całkiem ciekawa kampania społeczna zostaje zniszczona przez jej wykonawców. Scenariusz oraz idea mogą być w założeniu słuszne lecz jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Kilkanaście lat temu zaczęto tworzyć czarne punkty na drogach. O ile cel przyświecający projektowy był słuszny, to przekaz dla społeczeństwa był dość słaby. Ot kolejna tablica informacyjna. Po jakimś czasie powstało tak dużo czarnych punktów, że wszyscy przestali zwracać na nie uwagę. I wtedy ktoś wpadł na pomysł aby przy takim czarnym punkcie postawić wrak rozbitego samochodu. Muszę przyznać, że robiło to na mnie wrażenie. Kawał pogiętej blachy w połączeniu z informacją o zabitych i rannych. Noga sama opuszczała pedał gazu. Uważam, że przez te wszystkie lata to była najlepsza kampania społeczna.

Niestety potem, ktoś stwierdził, że można to jeszcze ulepszyć. Stara zasada brzmi: „lepsze jest wrogiem dobrego”. Tak było i w tym przypadku. Wraki samochodów zostały pokryte odblaskową farbą, która skutecznie zniszczyła cały efekt. Jak można na poważnie traktować różowy wrak samochodu. Brakowało jeszcze tylko tablicy z pluszowym misiem, który ostrzegałby kierowców. Po krótkim czasie zaczęto usuwać wraki z poboczy drogi niejednokrotnie tłumacząc to względami bezpieczeństwa.

Kolejnym całkiem oryginalnym pomysłem były atrapy policyjnych radiowozów. Nie do końca zgadzam się z teorią o zwiększeniu bezpieczeństwa w ten sposób, ale na początku działało to dość skutecznie. Następnie zaczęto oszczędzać i atrapy prawdziwych pojazdów zamieniono na blaszane rysunki. Owszem, jak ktoś podróżował pierwszy raz daną trasą (i w nocy) to mógł się wystraszyć. I tu dochodzimy do sedna sprawy – kierowca widząc coś takiego z daleka zaczynał odruchowo hamować i o wypadek nietrudno. Tłumaczenie się później, że to przez atrapę nie brzmiało zbyt wiarygodnie. Szybko właściciele firm podłapali pomysł i zaczęto stawiać wzdłuż tras stare pojazdy policyjne. Usuwano napis policja i zastępowano go na przykład napisem „wulkanizacja”.

Wszystkie kolejne kampanie dawały tylko pretekst do niewymownych żartów na temat policji. Ponadto uważam, że z niektórych przypadkach ich efekt był wręcz odwrotny od zamierzonego. Kampanie na billboardach, w których policja ostrzegała o skutkach przekroczenia prędkości tylko odwracały uwagę kierowców od drogi – co samo w sobie stanowiło zagrożenie. Hasła „zwolnij – śmierć jeździ szybko” i tym podobne stały się stałym elementem krajobrazu. Podobnie jak makiety fotoradarów. Całe szczęście, że już tego nie ma.

Ostatnimi czasy pojawiła się pewna kampania telewizyjna, która pokazuje jak niebezpieczne jest przekroczenie prędkości choćby o 10 km/h. Muszę przyznać, że krótki filmik z potrąceniem pieszego jeszcze może zrobić na kimś wrażenie. Ja się do tych osób niestety nie zaliczam. Uważam, że popełniono sporo błędów przy realizacji scenariusza. Zacznijmy od tego, że sceny kręcone były na osiedlowej drodze, gdzie rozwinięcie prędkości dochodzącej do 60 najczęściej graniczy z cudem. Wszędobylskie progi zwalniające i samochody na poboczu sprawiają, że tylko osoba całkowicie pozbawiona wyobraźni mogła by tam poruszać się szybciej niż 40 km/h. A tu mamy idealnie pustą drogę, bez pieszych oraz innych użytkowników ruchu. Takie sztuczne środowisko niszczy całość przekazu.

Jednak  nic nie pobije drugiej części kampanii, gdzie dwa identyczne samochody poruszają się po drodze i jedno wpada na przyczepę. Pomijam fakt, że obrażenia i zniszczenia pokazane na filmie mogłyby powstać, w momencie zupełnego braku hamowania. Najbardziej irytuje mnie jednak to, że wykorzystano samochody, które uchodzą za całkiem bezpieczne. Mam tu na myśli Forda Mondeo Mk III. Samochód ma całą masę poduszek powietrznych a według danych NCAP uzyskał bardzo dobre wyniki w testach zderzeniowych. Jeżeli ukrytym zamysłem producenta nie był przekaz dotyczący zaniechania kupna samochodów używanych (ten model ma już swoje lata) to rażący brak jakiejkolwiek wyobraźni będzie jedynym wytłumaczeniem. Tak jak w poprzednim filmiku mały szczegół niweczy całość.

Oczywiście nie wszystko co nowe jest złe. Szkoda tylko, że to co jest oryginalne i fajnie zrobione nie dociera do szerszej publiczności. Przykłady jak zwykle można mnożyć. Do moich faworytów zalicza się „Smutny autobus”. Świetna kampania odnosząca się do problemu starych i nie sprawnych autobusów przewożących dzieci. Tego typu oryginalnych projektów chciałbym oglądać jak najwięcej (ale bez przesady).

Zamiast marnować pieniądze na kampanie społeczne, które przynoszą znikome efekty, skupmy się na poprawie bezpieczeństwa na drogach poprzez ich renowacje. Koszty są zdecydowanie większe ale życie ludzkie jest bezcenne. Jeżeli już chcemy takowe tworzyć to może róbmy to z głową?

Na koniec mała propozycja ode mnie. Każdy kto porusza się po terenach wiejskich w okresie zimowym niejednokrotnie spotkał się ze straszą osobą udającą się zapewne do kościoła, poboczem drogi. Osoby te są całkowicie niewidoczne aż do ostatniej chwili, kiedy może już być za późno. Zatem zamiast wydawać pieniądze na drogie i nieskuteczne kampanie, lepiej wyposażyć te osoby w opaski odblaskowe. Kto miałby to zrobić? Choćby proboszcz po mszy, lub pani w szkole (choć dzieci mają wszywane odblaski w odzież). Dzięki temu uniknie się zdecydowanie więcej wypadków a koszty będą zbliżone. Prawda że proste? A prostota jest najskuteczniejsza ponieważ dociera do każdego bez wyjątku. Jestem niemal pewny, że badanie przeprowadzone po zakończeniu kampanii wykazałoby wzrost bezpieczeństwa a w końcu chyba o to ich twórcom chodzi.

www.innemoto.wordpress.com
Artur Janas