Masz „grata”? Możesz nie wjechać do centrum!

0
574

Ostatnimi czasy zrobiło się głośno na temat nowej ustawy, która zabraniać będzie wjazdu starym samochodom do centrów miast. Idea jest oczywiście jak najbardziej szczytna. Zakłada bowiem, że samochody o wieku podchodzącym pod zabytkowy będą miały zakaz wjazdu na teren starówki miejskiej, lub będą musiały uiścić stosowną opłatę.

Jak to zwykle bywa podniosły się głosy sprzeciwu. Koronnym argumentem przeciwników jest fakt, że polaków nie stać na nowe samochody, spełniające wyśrubowane normy spalin. Zwolennicy ustawy twierdzą z kolei, że takie rozwiązania z powodzeniem działają w innych miastach europejskich.

Kto ma rację? Ustawy sam na oczy nie widziałem, więc nie chcę się na jej temat wypowiadać. Za to usiłowałem znaleźć jakieś informację, dotyczące podobnych rozwiązań. To prawda, coś podobnego występuje na przykład w Berlinie. Kto zatem powinien się obawiać? Jeżeli przyjmiemy, że system będzie działał na podobnych zasadach co niemiecki to najbardziej odczują to właściciele samochodów z silnikiem diesla wyprodukowanych przed 2005 rokiem. Ci, co posiadają pojazdy napędzane benzyną, powinni się zacząć martwić jeżeli ich samochód był wyprodukowany przed 1993 rokiem lub ma usunięty katalizator. Poziom emisji spalin jest monitorowany raz do roku, przy okazji przeglądu technicznego. Wtedy dostajemy odpowiednią naklejkę na szybę, na podstawie której wiadomo, jaki poziom emisji spalin generujemy.

Brzmi niewinnie. Trochę starszych samochodów (często w bardzo złym stanie technicznym) zniknie z ulic, czyli jednym słowem sielanka. Jednak uważam, że jest to kolejna forma podatku nałożona na kierowców. Nasi politycy lubią często wychodzić przed szereg i pierwsi wdrażać najbardziej niedorzeczne rozwiązania. Czasem odnoszę wrażenie, że żyją w alternatywnej rzeczywistości. Jakimś cudem, zaraz po pracy otwiera się portal, przez który przechodzą do innej rzeczywistości, w której ich pomysły odnajdują sens w życiu społecznym. Wiem brzmi to jak fantastyka, ale takie mam odczucia. Schodząc jednak na ziemię, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.

Kierowca jest stosunkowo łatwym obiektem do opodatkowania. Chwilę pomarudzi ale jeździć trzeba. Czy tego chce czy nie, to musi się dostosować albo zmienić środek transportu. Wyboru oczywiście dużego nie ma, ponieważ teleportacja istnieje tylko i wyłącznie w teorii. Transport publiczny jest rozwinięty, tylko że w większych miastach. Jak ktoś mieszka na peryferiach lub w okolicznej wiosce to może mieć problem w życiu codziennym. Autobusy kursują raz na jakiś czas, na taksi szybko by zbankrutował więc pozostaje rower lub podwózka przez kolegów. Na dłuższą metę to się raczej nie sprawdzi.

Tak naprawdę samochody nie są największym trucicielem. Najbardziej zanieczyszczamy powietrze za pomocą starych pieców oraz poprzez palenie śmieci w tychże piecach. Niby tego nie wolno robić, grożą za to surowe kary, jednak to tylko teoria. W rzeczywistości nie słyszałem o żadnym właścicielu domu, który dostałby karę za coś takiego. Czyli palimy w domach głównie drewnem, węglem a czasem śmieciami. Oczywiście nie wszyscy. Cześć korzysta z nowoczesnych rozwiązań, cześć ogrzewa domy gazem ziemnym a część otrzymuje ciepło z ciepłowni.

Jednak ta pierwsza grupa jest największym trucicielem. Przykłady? Proszę bardzo. Zakopane – miejscowość nie duża a przekroczenie norm zanieczyszczenia powietrza tam występuje. Inny przykład? Kraków- normy są przekraczane w nocy i rano, kiedy wszyscy palą w piecach na potęgę.

Dlaczego zatem zamiast męczyć kierowców, nie wprowadzą ulg podatkowych dla tych, co stosują ekologiczne formy ogrzewania? To bardzo proste. Wykazaliby, że istnieje coś takiego jak brak równości społecznej. Samochód ma każdy – bogaty i biedny. Nieistotne, że to biedny będzie płacił ale to jakoś wygląda lepiej w oczach społeczeństwa.

Bardziej niebezpieczna wydaje się norma, którą zamierzają wprowadzić. Jakoś nie wydaje mi się, żeby zrobili tak samo jak poprzednicy z innych krajów. Skoro inni już to mają, to znaczy, że należy pójść o krok dalej i wyśrubować normy. Reszta prędzej czy później też tak zrobi. Wtedy będzie nie za wesoło, ponieważ zdecydowana większość właścicieli pojazdów będzie zobligowana do uiszczenia opłaty. Jaka będzie kwota ewentualnej opłaty – nie wiadomo. Samorządy potraktują to jako dodatkowy dochód dla miast i ani się obejrzymy, każde miasto będzie posiadało taki zakaz, a kwoty jak znam życie będą zróżnicowane.

Czy są jakieś plusy takich rozwiązań? Ja widzę tylko jedno – więcej wolnych miejsc parkingowych w obrębie starówek. Ale nie ma się co cieszyć. Spadną zyski z opłat parkingowych to te szybko zostaną podniesione. Krótko mówiąc jako kierowcy zawsze będziemy mieli pod górę.

www.innemoto.wordpress.com
Artur Janas

ZOSTAW ODPOWIEDŹ