Piszę, więc kocham

0
598

Szesnastoletnia blondynka poznaje chłopaka – ucieleśnienie ideału. Chodzący ósmy cud świata! Zapewnia o swej miłości. Co z tego, że minęła mu dopiero 15sta wiosna? Zachowuje się bardzo dojrzale. Stale prawi komplementy, chce widzieć ją co dzień! Jest romantycznie i miło – idealna sceneria dla zakochanej nastolatki.
Miłość trwa! Nieważne, że tylko dwa miesiące. Pewnego dnia jak grom z jednego nieba dostaje wiadomość: on nie ma czasu na związek. No bo to jednak trzeba się poświęcić dla drugiej osoby! Z czegoś zrezygnować na rzecz dziewczyny! Porzucona partnerka próbuje jeszcze coś dla siebie wyłuskać. Zachęca do zastanowienia. 3 razy NIE. Nie ma szans. Przegrała, schodzi ze sceny zbłaźniona. No nic. Trochę cierpi, w końcu przechodzi. Ma zaledwie 16 lat, wiele miłości przed nią!
Kilka lat później poznaje właściwego partnera, który ma dla niej czas. Wreszcie czuje się szczęśliwa! Ciągle jednak ma do swej pierwszej miłości sentyment. Utrzymuje więc z nim kontakt mailowy. Jest ciekawa, co u niego, czym się zajmuje, czy ma kogoś. Zwykła kobieca wścibskość.
On widać zdziwiony, chętnie jednak odpisuje. W którymś z kolei mailu, dziewczyna czyta: Ty mnie wciąż musisz kochać… Nadal do mnie piszesz!
Zwykła chęć kontaktu.
Infantylna ciekawość.
A po drugiej stronie: naiwne myślenie o ciągłej miłości.
Jaki wniosek? Mylna interpretacja może także być powodem złamanego serca.
Bo gdy piszę to znaczy, że kocham.

Barbara Pyras