PO DRUGIEJ STRONIE PROJEKTU STOI CZŁOWIEK

0
1010

Co zmieniłbyś w swoim mieszkaniu, gdybyś otrzymał na to kilkadziesiąt tysięcy złotych? Odpowiedź na to pytanie  musiała szybko znaleźć zwyciężczyni loterii przeprowadzonej przez krakowską Galerię Kazimierz i salon wyposażenia wnętrz Max Fliz w ramach akcji „Zmiany są w modzie”. Do wygrania było 50 tysięcy złotych na remont domu lub też jego nowe wyposażenie. O przebiegu i efektach tej metamorfozy rozmawiamy z Agnieszką Liniewską-Baran, projektantką, która odmieniła dom zwyciężczyni.

Wygrana w Loterii daje nie tylko nowe perspektywy, ale i wiele możliwości wyboru – to może przytłoczyć. Pracując jako projektant wnętrz, jesteś na bieżąco z nowinkami aranżacyjnymi i nie boisz się szukać nowych rozwiązań – a jak podchodziła do zmian w swoim domu Zwyciężczyni?
Agnieszka Liniewska-Baran: Tworzenie nowych przestrzeni faktycznie sprawia mi ogromną przyjemność, pozwala kreować inną rzeczywistość, badać granice i przełamywać utarte schematy. Pani Monika i inni domownicy również byli bardzo entuzjastycznie nastawieni do zmian, choć początkowo podchodzili do nich z pewną rezerwą. Stworzyli już bowiem dom, w którym wszystkie przedmioty zdołały znaleźć swoje utarte miejsce, stanowiły też integralną część wspomnień rodzinnych. Opracowaliśmy więc wspólnie koncepcję aranżacji, zastanawiając się co przerobić, co zostawić, a czym zaskoczyć. Dobrze zaprojektowane wnętrze jest bowiem miejscem, które jest nie tylko piękne i funkcjonalne, ale przede wszystkim odzwierciedla potrzeby oraz charakter właścicieli. W domu pani Moniki metamorfozie ulec miał parter domu, czyli salon wypoczynkowy oraz jadalnia. Przed metamorfozą wystrój był tu przypadkowy, jednak panował w nim nastrój domowego ciepła i spokoju, co zainspirowało nas do stworzenia wnętrza harmonijnego i eleganckiego. Właścicielom zależało, aby wnętrze było nadal rodzinne, ciepłe i niezbyt nowoczesne, ale z atutami płynącymi z wykorzystania materiałów najnowszej generacji o wysokiej jakości. Zasadą w projektowaniu dobrych wnętrz jest, że im mniej tym lepiej. Salon łatwo jest zagracić zbędnymi tekstyliami, złym doborem kolorystyki mebli i ścian, nagromadzeniem różnobarwnych przedmiotów, detali wzorów i faktur. Metamorfoza domu pani Moniki polegała przede wszystkim na uporządkowaniu wnętrza i dodaniu mu ‚oddechu’.

Projektowanie od podstaw wydaje się być łatwiejsze niż metamorfoza zamieszkałego przez domowników mieszkania. Zdradź nam, od czego rozpoczęłaś swoją pracę nad tą metamorfozą?
Agnieszka Liniewska-Baran: Projektowanie dla samego projektowania mija się z celem. A już z pewnością przynosi mniej wyzwań i satysfakcji. Dla mnie zawsze po drugiej stronie projektu stoi Człowiek. Trzeba poznać jego gusta, sympatie, antypatie, potrzeby i przyzwyczajenia. Wtedy można spokojnie usiąść, przedyskutować koncepcje, zaproponować zarys idei. Pierwszym etapem projektu było ustalenie nowego schematu kolorów, a także wyeksponowanie detali i zapewnienie wnętrzu maksymalnej funkcjonalności.
Kolorystyka ścian została zmieniona z łososiowej na bardziej stonowaną – dopasowaną do istniejącej drewnianej podłogi oraz stolarki okiennej. Paleta beżów i szarości uspokoiła nieco przestrzeń, zyskała nowe ramy optyczne i dodała wnętrzu eleganckiej przytulności. Subtelna gra kolorów i faktur tworzy teraz wnętrze wyjątkowe.

fot. Max-Fliz; metamorfoza-krakow-jadalniaFot.: Max Fliz

Kiedy już zaczęły się zmiany, nie skończyło się tylko na kolorach, prawda?
Agnieszka Liniewska-Baran: Oczywiście! (śmiech) Zaraz po palecie kolorystycznej przyszedł czas na łączenie nowoczesności i tradycji, nowego z domowym, surowego z przytulnym. Do projektowanego wnętrza wkomponowaliśmy pewne elementy ze ‚starego’ wystroju – między innymi krzesła w jadalni oraz kominek. Ścianę obok kominka wyłożyliśmy taflami czarnego szkła, które doskonale odbijają światło i dublują przestrzeń salonu.
Większość mebli w salonie została zaprojektowania i wykonana na zamówienie w salonie Max-Fliz, zgodnie z potrzebami domowników i z wielką dbałością o proporcje i detale. Komoda, stół w jadalni, szafki wiszące oraz stolik kawowy zyskały dzięki temu ujednoliconą, minimalistyczną formę idealnie komponującą się w całością wnętrza. Połączenie ciepłego drewna i ciemnego szkła to strzał w dziesiątkę! Perłą w koronie salonu jest wygodna, skórzana sofa w odcieniu kości słoniowej, włoskiego producenta Maxdivani, która zastąpiła poprzedni wypoczynek o jaskrawej, mocnej kolorystyce.

Nie wierzę, że wszystko odbyło się „bezproblemowo”. Przyznaj się, były momenty zwątpienia?
Agnieszka Liniewska-Baran: Zwątpienia nigdy! Nie mam charakteru, który potrafi zwątpić i zrezygnować. Metamorfozy wnętrz takich jak te, dają wiele satysfakcji i pozytywnej energii do działania. Ale przyznaję, podczas tej metamorfozy nie obyło się bez „głębszych przeróbek”, które dały nam nieco w kość.
Przywiązuję ogromną wagę do oświetlenia wnętrz – dobre oświetlenie stanowi bardzo ważny element każdej aranżacji, potrafi wydobyć detale, podzielić mieszkanie na strefy, tworzy nastrój i modeluje przestrzeń. Piękne lampy to fantastyczna ozdoba wnętrza, a dużo punktów świetlnych daje znacznie ciekawsze efekty niż jeden żyrandol pośrodku sufitu. I właśnie ze względu na te punkty świetlne musieliśmy przerobić całą instalację elektryczną! Chciałam, żeby lampy Maxlight stanowiły pierwszy plan – stąd ich kolor oraz duży rozmiar. Kinkiety zamontowane na ścianie za sofą bardzo efektownie rozświetlają ścianę, tworząc nastrój wyciszenia. Nie zrezygnowałam jednak, jak widać na zdjęciach, z centralnego oświetlenia – nad sofą króluje wieloramienna lampa Lanta Maxlight, która ze względu na swój kształt niezwykle przyciąga wzrok. Bardzo ciekawy efekt aranżacyjny dało zastosowanie obniżonego sufitu z połyskiem – doskonale powiększa on przestrzeń salonu i podkreśla dodatkowo atrakcyjność lampy.

fot. Max-Fliz; metamorfoza-krakow-salon(1)Fot.: Max Fliz

A więc zmiana koloru, oświetlenia i meble na zamówienie – to przepis na sukces?
Agnieszka Liniewska-Baran: Zawsze podkreślam, że każde wnętrze jest inne. Tak jak nie ma dwóch takich samych ludzi, tak nie ma dwóch takich samych projektów. Wszystko zależy od potrzeb, gustów, zakresu zmian i… czasu, który mamy do dyspozycji. Wielu klientów narzeka, że nie czują się pewnie podczas poszukiwania odpowiednich mebli, lamp czy wyposażenia łazienki – a dodatkowo pożera im to mnóstwo czasu, który mogliby przeznaczyć na prace koncepcyjne. W przypadku współpracy z projektantem, wykończenie mieszkania staje się łatwiejsze. Po poznaniu gustów i oczekiwań klienta będzie on w stanie wskazać konkretne produkty, odpowiadające stylistycznie i jakościowo wyznaczonym standardom. Ponadto, przy tej konkretnej realizacji, mogliśmy zrealizować wygrany bon w salonie Max-Fliz, gdzie pod jednym dachem wybraliśmy wszystkie niezbędne do metamorfozy produkty. To dodatkowa oszczędność czasu, który mogłyśmy przeznaczyć na jak najlepsze zaprojektowanie wnętrza, w którym każdy z domowników czuje się teraz… jak w domu 🙂

Monika Turska