Samochód przyszłości

0
496

Ostatnimi czasy przeczytałem, że kolejne miasta wyraziły zgodę na testy samochodów bezosobowych na ich terytorium. Oczywiście wiadomość bardzo mnie ucieszyła. Science Fiction spełnia się na naszych oczach. Oczami wyobraźni widzę siebie w takim pojeździe, zajmującego się czytaniem gazety, podczas gdy komputer wścieka się za mnie na korki. Będę równocześnie czytał, pił kawę, rozmawiając przez telefon a i być może się jeszcze szybko ogolę, nie stwarzając przy tym zagrożenia dla innych uczestników ruchu.

Wypadki przejdą przecież do historii. Samochody sterowane komputerowo nigdzie nie będą się śpieszyć. Co więcej, nie przekroczą nigdy dozwolonej prędkości. Dodatkowo, komunikując się między sobą, będą w stanie ustalić idealną trasę, bez narażania nas na stanie w korkach. Brzmi naprawdę niesamowicie. Wygląda na to, że czekają na nas naprawdę ciekawe czasy.

Ale jak nie od dziś wiadomo, każdy kij ma dwa końce. Oczywiście sam nie mogę się doczekać, ale zacząłem się zastanawiać. Przecież muszą być jakieś inne korzyści. Jak wiadomo, każda akcja powoduje reakcje. Czyli każdy plus teoretycznie powinien wygenerować również minus.

Największą zaletą będzie brak mandatów za przekroczenie prędkości. Skoro auta będą poruszały się zgodnie z przepisami, to radary będą mogły co najwyżej namierzać deskorolki na chodnikach. Straż Miejska zajmie się poszukiwaniem właścicieli psich odchodów na chodniku i wszyscy będą szczęśliwi. Tylko, że nie będzie potrzeba tylu pracowników drogówki. Część z tych osób zapewne może stracić pracę. Mówi się trudno – to jest cena postępu. Historie tego typu już miały miejsce. Weźmy jako przykład automatyzację produkcji. Ludzie się przekwalifikowali i społeczeństwo się z tego tytułu jakoś nie rozpadło. Ale oprócz stróżów prawa pracę również mogą stracić: taksówkarze, kierowcy autobusów i TIR-ów a być może nawet i karetek. Chociaż w przypadku tych ostatnich raczej to prędko nie nastąpi. Komputer nie będzie łamał przepisów a w karetce każda sekunda jest bezcenna i może zadecydować o życiu lub śmierci.

Kolejnym pytanie jakie się nasuwa to umiejętności. Skoro samochód będzie mądrzejszy od nas to czy w ogóle musimy posiadać jakąkolwiek wiedzę na temat prowadzenia? Czy Prawo Jazdy jako dokument będzie miało jakikolwiek sens? Przecież do uruchomienia pojazdu wystarczy mieć sprawne gardło. Czyli nastolatek po mutacji poradzi sobie bez problemu. Podobnie osoba będąca pod wpływem alkoholu. Wystarczy, że wybełkota słowo „dom” i auto samodzielnie załatwi sprawę. Czy ja siedząc „za kierownicą” będę pasażerem czy kierowcą? Zakładam, że kierownica i cała reszta wyposażenia wciąż będzie docelowo znajdować się na swoim miejscu. Choćby na wypadek awarii systemu, kiedy samochód może stracić orientację. Wtedy będziemy musieli przejąć inicjatywę. Nie będziemy mieli zbyt dużo czasu na podjęcie właściwych reakcji. To zaś może oznaczać, że będziemy musieli wykazywać czujność przez cały okres podróży. Czyli golenie przy równoczesnym czytaniu gazety może nadal pozostać w sferze marzeń.

Jeżeli okaże się, że pomimo samodzielności pojazdu, wciąż będę musiał skupiać się na drodze, to jazda stanie się dla mnie koszmarem. Każdy, kto jechał ze świeżo upieczonym kierowcą, wie o czym mówię. Podświadomie zachowujemy czujność i nogi same nam pracują (zwłaszcza lewa). Tu wysiłek będzie większy bo nie będziemy mogli sobie pozwolić na niepotrzebne uruchomienie hamulca. To tak jakby lizać lizaka przez szybę. Widzimy go ale nie czujemy. Szczerze wyrażam nadzieję, że taka sytuacja nie będzie miała miejsca.

Dla mnie samochód to nie tylko pojazd, który ma mnie zawieźć od punktu A do punktu B. Wielu z nas lubi popołudniowe przejażdżki bez celu. Piękna pogoda, niesamowite widoki i tylko my prowadzimy dla czystej przyjemności. Jeżeli taka drobna przyjemność życia codziennego zostanie nam odebrana, to czy nadal będzie tylu maniaków motoryzacji? Jeżeli znikną pasjonaci to producenci przestaną się starać projektować ciekawe pojazdy. Wszystkie staną się nijakie, za to z wygodnymi fotelami oraz TV w standardzie.

Mam nadzieję, że to tylko moje przypuszczenia a taka sytuacja nigdy nie będzie miała miejsca. Wciąż nie mogę się doczekać pierwszej przejażdżki takim pojazdem. Mam tylko nadzieję, że nie przeżyję rozczarowania.

 www.innemoto.wordpress.com
Artur Janas