SYMPATIOMANIA

0
454

Szukasz prawdziwej miłości? Znajdziesz ją wirtualnie. „Sympatia” i inne portale randkowe zapraszają. Wystarczy login i hasło. Życiowy partner jest na wciśnięcie entera.

W erze internetu i rozwijającej się wciąż elektrotechniki życie stało się prostsze. Przez internet można się już nawet wyspowiadać! Po co zmuszać się do wyjścia z domu, zawitania do konfesjonału i patrzenia jak ksiądz, słuchając naszych przewinień, w duchu podśmiewa się i drwi. Nie trzeba się na tyle błaźnić. Można to zrobić całkowicie anonimowo. Grzechy zostaną odpuszczone tak jak w realu.

Internet pomocny staje się także w zawieraniu nowych znajomości. Dzięki popularnym portalom społecznościowym i randkowym każdy z nas wzbogaca się co dzień o nowego znajomego, koleżankę, męża, czy żonę…?

To dobra alternatywa dla dość nieśmiałych osób, które nie mają na tyle odwagi, by podejść do kogoś w sklepie, na dyskotece czy spacerze, dosiąść się i zagaić rozmowę. W internecie wystarczy wymyślić sobie nick i zaprosić kogoś do czatu. Można przebierać w nieskończoność, wyszukiwać coraz to ładniejsze profilowe jakiegoś mężczyzny/kobiety, napisać miły komentarz czy po prostu kilka komplementów na dobry początek wirtualnej rozmowy, a potem czekać z nadzieją w sercu na odpowiedź, najlepiej przychylną domniemanego internetowego partnera. Kiedy osoba po drugiej stronie komputerowego ekranu już da znak, że także jest zainteresowana, należy wykupić tzw. pakiet premium i pisać do woli.

I tak poznaje się osobę: widzi się, ile błędów popełnia, czy rażą one bardzo czy można jednak przymknąć na nie oko, dowiaduje się, czym dana osoba się zajmuje, jakie jest jej czy jego hobby. Na niektórych portalach można włączyć kamerkę online i wtedy ma się już pełny obraz wirtualnego znajomego. Gdy po jakimś czasie nadal chcemy i mamy o czym pisać z taką osobą, proponujemy spotkanie. Wtedy najczęściej zaczynają się już schody. No bo tak: jestem nieśmiałą kobietą, jak ja wypadnę, będę się jąkać, o czym w ogóle będziemy rozmawiać, jak to spotkanie wypadnie? Ma się mnóstwo wątpliwości, ale chęć poznania na żywo osoby, z którą tak dobrze się pisało i rozmawiało wirtualnie, przeważa.

Na miejscu okazuje się, że osoba z internetu nie jest osobą, za którą się podawała i nasze rozczarowanie sięga zenitu. Może też być wprost przeciwnie: nadajemy na tych samych falach tak wirtualnie jak i w rzeczywistości. Okazuje się, że czat online był strzałem w dziesiątkę, a my już w myślach planujemy swój ślub. Takie scenariusze są mile widziane, jednak jak wiemy, z internetowymi znajomościami bywa różnie.
Sympatiomania trwa. Portale randkowe? Czemu nie. Byle tylko robić wszystko z głową, nie podawać zbyt szczegółowych danych o sobie i nie ufać nadto, przynajmniej do momentu poznania na żywo danej osoby.

Barbara Pyras

ZOSTAW ODPOWIEDŹ