To hipokryzja czy może niełączenie seksu z miłością?

0
566

– Trochę głupio, gdy kobieta pierwsza mówi, że kocha – powiedział Robert. Siadaliśmy właśnie przy stoliku na tarasie naszej ulubionej kawiarni. – Bo jak się wymigać, skoro nic do niej nie czuję?
– Boisz się powiedzieć prawdę? – odparłam. – Przepraszam bardzo… – zwróciłam się do pary siedzącej obok.
– Co robisz? – syknął Robert.
– Nic. Pytam – wyszeptałam, a oczy nieznajomych, będących mniej więcej w naszym wieku, skierowały się w moją stronę. – Czy mogę przeszkodzić?
– Tak oczywiście – uśmiechnął się mężczyzna.
– Bo widzicie, państwo – zaczęłam. – Piszę artykuł. Ostatnio zapytałam na Facebooku, czy można na pierwszej randce iść z nieznajomym do łóżka. Co o tym sądzicie?
Robert zakrył twarz, zupełnie jakby bał się reakcji obcych ludzi.
Nieznajoma wzięła głęboki oddech.
– Ja tak zrobiłam – wyszeptała – i jesteśmy już ze sobą trzy lata po ślubie.
– Nie ocenił pan swojej kobiety jako bezpruderyjną– zwróciłam się do jej partnera.
– Jak widać tak, ale pozytywnie – odparł.
Kobieta uśmiechnęła się do niego. Widziałam, że przyjemność sprawiało im mówienie o tym, Robertowi z kolei pozwoliło przestać wstydzić się za mnie.
– Jestem tego samego zdania – dumnie powiedziałam. – Jak to się zaczęło, jeśli można zapytać? – dodałam.
Para krótko opowiedziała swoją historię.
– A kto komu pierwszy zwierzył się ze swoich uczuć? – zapytałam. – Kto pierwszy powiedział: „Kocham cię”?
– Jolka – odparł Daniel bez zastanowienia.
– A widzisz! – wykrzyczałam prawie do Roberta.
Para wydawała się zdezorientowana.
– Tak właśnie brzmiało moje kolejne pytanie – wyjaśniłam, gdy złożyliśmy zamówienie. – Nagrałam wideo i zapytałam, czy po udane pierwszej nocy kobiecie wypada powiedzieć: „Zakochałam się”.
– Zaraz po powrocie z randki napisałam mu, że chcę mu coś powiedzieć. Zadzwonił i postawiłam sprawę jasno.
– Po prostu powiedziała pani: „Zakochałam się w tobie”? – zapytał zdziwiony Robert.
– Tak. Tak po prostu, bo jeśli powiedziałby mi, że nie tego szuka, albo wygłosił monolog na temat tego, że jestem wariatką, nie spotkałabym się z nim więcej.
– Jak to: nie spotkała? – powtórzył zaciekawiony Robert.
Razem z Danielem patrzyliśmy na niego jak na dziecko, które wiecznie pyta: „A co to?”, „A dlaczego?”, „A po co?”.
– Moim zdaniem są mężczyźni, z którymi można iść do łóżka, tacy, z którymi można zaszaleć w dyskotece, ale też kumple – tak jak ja z Wiolką – wtrącił Robert.
– Myślałam, że jesteście parą – wypalił zaskoczony Daniel.
– Nie, jesteśmy przyjaciółmi – wyjaśnił Robert. – Takimi prawdziwymi.
– A wasi partnerzy nie mają nic przeciwko takim wypadom? – zapytała Jola.
– Obecnie jesteśmy wolni, para singli na wczasach – zaśmiałam się. – Kumplujemy się nie pamiętam od kiedy. Gdy jesteśmy w związkach, nie afiszujemy się z naszą przyjaźnią, ale też jej nie zaniedbujemy.
– A ja myślę, że bylibyście wspaniałym małżeństwem – uśmiechnęła się ciepło kobieta.
– Nie – odpowiedziałam stanowczo. – Zabrakło nam tej chemii, która was połączyła – dodałam. Ale Robert ci przerwał – zwróciłam się do kobiety i zapytałam: – Mogę mówić pani po imieniu?
– Ależ tak!
Przedstawiliśmy się sobie i wymieniliśmy uściski dłoni.
– Oprócz wymienionych przez ciebie typów facetów spotyka się też tych do kochania; patrzysz i wiesz, że chcesz chociaż spróbować, bo przecież od razu pewności nie masz.
– Ale to trochę niewygodne dla serca, dla uczuć – dopytywał zaciekawiony Robert.
– Czasami i związek po dwudziestu latach zaczyna być, jak to ładnie ująłeś, niewygodny dla serca, które rozpada się nagle na ćwierć miliona kawałków. Choć nigdy nie mamy pewności, jak długo relacja przetrwa, warto kochać nawet przez jeden dzień dla tych cudownych emocji.
Daniel nic nie mówił. Patrzył tylko na nią i całym sobą wyrażał dumę z tego, że właśnie ona jest jego kobietą.
– A gdyby Daniel odmówił ci miłości? – zapytałam, aby Robert miał klarowny obraz całej strategii myślowej.
– No właśnie mówię, że gdyby mi odmówił, nie umawiałabym się z nim tylko na seks.
– A gdyby udawał? – drążyłam. – Gdyby chodziło mu tylko o seks?
– Wierzę w swoją intuicję – zaśmiała się kobieta. – No i przebiegłość.
– Co to znaczy? – zapytał Daniel podejrzliwie, jednocześnie łagodnie się uśmiechając
– Kochanie, zawsze, co odpowiadałeś, gdy mówiłam, że spotkamy się tylko na kawę, bo mam mało czasu?
– Że nie ma problemu i już lecę – zaczął się śmiać. – To tak mnie sprawdzałaś!
– Och, może nie sprawdzałam, ale trochę czułam się niepewna, czy przyjedziesz.
– Kurczę, romantyczna ta wasza historia – powiedział nagle Robert.
– Wasza też taka może być – uśmiechnęła się Jolka.
– Jesteście przesympatyczni – odezwałam się. – Bardzo wam dziękuję bo nie tylko rozwialiście wątpliwości Roberta, lecz także nie jesteście hipokrytami, którzy szufladkują.
– To znaczy…? – Moje słowa zaintrygowały Jolkę.
– Wiele osób fajnie uznało, że nasze tyłki – nasza sprawa, ale z drugiej strony część nie pochwala tego, aby to kobieta pierwsza mówiła facetowi, że go kocha, a już na pewno nie po pierwszym zbliżeniu.
– To nie hipokryzja – bardzo poważnie odpowiedział Daniel. – To strach. To obawa przed odrzuceniem, wyśmianiem, wyłamaniem się z szeregu. Ludzie boją się zmieniać swoje moralne nastawienie. Jestem pewien, że wielu kobietom byłoby łatwiej, gdyby mogły bez tych wszystkich nakazów zakazów mówić o swoich uczuciach, tak jak zrobiła to Jolka. Dzięki temu, że się odważyła, wiedziała, co dalej robić: zapomnieć czy spróbować.
Słuchaliśmy jak zaklęci. Padało tyle mądrych słów; tyle było w nich szczerości! „My, mężczyźni, zamykamy kobietom usta – powiedział na koniec. – Boją się nas, boją się naszej opinii, a raczej tego, że zostaną ocenione i rozgłosimy, co powiedziały lub zrobiły”.
– No tak – podsumował Robert i podrapał się po głowie. – Przecież one nie chwaliłyby się, gdy coś poszło nie tak. Wciąż jesteśmy zamknięci w swoich światach.

Gdy dotarłam do domu, położyłam się. Chociaż na chwilę chciałam zapomnieć o mężczyźnie, któremu przed laty nie powiedziałam, co czuję. Nie lubię, jak wspomnienia natarczywie trzymają mnie w swoim uścisku.
Nic nie pomagało: ani głębokie oddechy, ani kierowanie myśli na inny temat, zaczęłam więc zastanawiać się nie nad tym, co mnie powstrzymało i o czym wtedy myślałam.
Przyszło mi na myśl, że to my, kobiety, hołdujemy stereotypowym przekonaniom. To my upieramy się przy tym, że jeśli pierwsza powiem lub zadzwonię, okażę się tą słabszą stroną, która straci nie tylko kontrolę nad – być może – przyszłym związkiem, lecz także będzie musiała zapłacić za chwilę słabości i godzić się na różnego rodzaju kompromisy. A może nawet, że zostanie wykorzystana nie tylko mentalnie. Takie właśnie opinie wyrażały kobiety w swoich komentarzach na zadane przeze mnie pytanie.
Mnie przed laty wspierała w moim przekonaniu duma. Pamiętam dokładnie, że szczyciłam się swoją myślą: „Może mieć wszystkie, nawet podane na złotej tacy, ale nie mnie”.
To było zderzenie dwóch podobnych charakterów i walka o skuteczność własnego seksapilu; gra o to, kto komu się oprze, kto dłużej wytrzyma bez spojrzenia, bez pocałunku.. Dopiero po okresie szalonych, wzburzonych emocji, gdy przypadkiem spotkaliśmy się na ulicy, wystarczyło jedno spojrzenie, aby cały schemat myślowy ustąpił skrywanemu pożądaniu.
Gdy trzymał mnie w ramionach, wiedział, co czuję, ale milczał, aby nie psuć chwili rozstania. Choć nigdy więcej nie patrzyliśmy na siebie w ten sposób, nawet teraz, po latach podbojów męskich serc, wiem, że była to moja wielka miłość. I cieszę się, że została wyrażona choćby przez przypadek.
Są zatem słowa miłości, których nie należy wypowiadać i które zostaną przyjęte przez mężczyznę bez najmniejszej krytyki. A to, że niepodzielone? Dziś wydaje mi się nieważne, bo – jak powiedziała Jolka – warto próbować nawet dla pięciu minut szczęścia. Kwestia tylko tego, czy jako kobieta umiesz pogodzić się z tym, że nie uzyskałaś wspólnego mianownika z partnerem.
Daniel miał na pewno dużo racji, gdy mówił, że to wina mężczyzn, że kobiety boją się pierwsze powiedzieć o swoich uczuciach. Że dopiero, gdy facet daje zielone światło, rozwiązują się nam języki. Strach nie bierze się znikąd; oznacza, że wielokrotnie doświadczałyśmy upokorzeń. Z drugiej strony kobiety odrzucają wyznania miłości. Co by było, gdyby faceci zbuntowali się i przestali mówić to magiczne „kocham cię” jako pierwsi?
Czy często nie kierujemy się lękiem, który nie ma nic wspólnego z naszym doświadczeniem? Czy lęk nie jest tylko naszym wyobrażeniem tego, co mogłoby się wydarzyć, gdy pierwsze wyznamy miłość? Czy lęk nie jest podyktowany przez najbliższych, społeczeństwo, kulturę, w jakiej się wychowaliśmy, religię, ponieważ właśnie te elementy mają wpływ na tworzenie się w umyśle przekonań, które rządzą nami, a które bez weryfikacji przekazujemy kolejnym pokoleniom?
I może z tej przyczyny pewien mężczyzna w komentarzu napisał: „Nieeee”, a gdy zapytałam dlaczego, odpisał: „Bo facet wystraszy się i ucieknie”. „Niech więc ucieka” – myślę sobie po rozmowie z tą fantastyczna parą.
Z kolei mój kolega Marcin napisał mi na priv wywód na temat wyrażania uczuć przez kobietę. Najbardziej przypadła mi do gustu puenta: „Zastanawiamy się, czy kobieta może pierwsza powiedzieć mężczyźnie, że go kocha, ale czy pytamy o to, kto komu ma pierwszy zrobić minetę?”.

Wioletta Klinicka
Trener Integracji Personalnej
www.oklinicka.com

reklama2