Trzy składniki miłości – intymność

0
400

Dla tych, którzy czekają na miłość, i tych, którzy czują, że bledną uczucia.

Miłość nie jest uczuciem stałym – chociaż chcielibyśmy w to wierzyć i stałości tej emocji pragniemy najbardziej. Prawda może być niewygodna, ale miłość podlega ewolucji. Z drugiej jednak strony to dzięki zachodzącym zmianom jesteśmy w stanie trwać w związkach.
Robert J. Sternberg wyróżnił trzy zasadnicze składniki miłości:
– intymność
– namiętność
– zaangażowanie.

O intymności
Intymność u Sternberga oznacza uczucie i działania, które mają wpływ na przywiązanie, bliskość i wzajemną zależność partnerów. Ponadto nie dotyczy ona wyłącznie relacji pomiędzy kobietą a mężczyzną pozostającymi w związku. Intymność towarzyszy również relacji matka–dziecko, dziecko–rodzic, pomiędzy przyjaciółmi, rodzeństwem itp. Może natomiast występować z różnym natężeniem. A więc dotyczy ona miłości odmienianej przez wszystkie przypadki.

Według badań Sternberga w skład intymności wchodzą:
– pragnienie dbania o dobro partnera
– przeżywanie szczęścia w obecności partnera i z jego powodu
– szacunek dla partnera
– przekonanie, że można na niego liczyć w potrzebie
– wzajemne zrozumienie
– wzajemne dzielenie się przeżyciami i dobrami, zarówno duchowymi, jak i materialnymi
– dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia
– wymiana intymnych informacji
– uważanie partnera za ważny element własnego życia.

Profesor psychologii B. Wojciszke zwraca jednak uwagę na to, że aby zaistniała nić intymności, nie muszą występować wszystkie wymienione elementy – „wystarczy dowolna konfiguracja wystarczająco dużej liczby tych składników”. Swoją drogą szkoda, że nie odnalazłam informacji, ile to jest wystarczająca suma składników, ponieważ ludzie wchodzący w związek właśnie z intymnością mają największy problem. Bywa tak, że zalewamy nią partnera, który pod jej naporem wymyka nam się z rąk, lub wręcz odwrotnie – nie potrafimy obdarowywać intymnością drugiej osoby, tworząc mur nie do przebicia.

W nowym cyklu felietonów mówimy o przemianach form miłości, które są nieuchronne. Intymność podlega łagodnemu procesowi zmian. Zazwyczaj wzrasta ona bardzo powoli i również bardzo wolno opada. Charakterystyczną cechą jest fakt budowania intymności na zasadzie uczenia się wzajemnej relacji. Początkowo nie wiemy, jakiego wsparcia możemy udzielić osobie obdarowywanej, błądzimy po omacku. Często ponosimy klęskę, ponieważ patrzymy na drugą osobę (na jej potrzeby i pragnienia) z własnej perspektywy. Dopiero gdy poznajemy siebie, gdy rozmowy są bardziej otwarte i szczere, osiągamy zamierzony rezultat.

Tak więc pozytywne emocje wchodzące w skład intymności wynikają w dużej mierze z umiejętności komunikowania się (nieodzownym elementem staje się nauka lub pogłębianie inteligencji emocjonalnej w celu zrozumienia drugiej osoby, rozpoznania jej potrzeb i udzielania odpowiedniego wsparcia). W tym przypadku czas działa na korzyść kochanków. A kiedy już nauczą się siebie nawzajem (w czym pomaga również schematyczność działań podczas podobnych zdarzeń – wiemy, jak zachować się w danej sytuacji, i odtwarzamy swoje zachowanie), czeka ich niebagatelna nagroda. Pozytywne emocje windują. Prawidłowe odczytanie potrzeby to nagroda nie tylko dla biorcy, ale i dla dawcy. Obie strony dochodzą do wniosku, że są dla siebie stworzone. Wydaje się, że nic i nikt nie może zastąpić osoby, która nas rozumie i przy której możemy czuć się bezpieczni. Wraz z odtwarzaniem „scenariuszy” dochodzi do automatyzacji. Jesteśmy w stanie zaspokajać swoje wzajemne potrzeby bez większego wysiłku. Czy nie o to właśnie chodzi w związku? O porozumienie bez słów?

Jak się jednak okazuje, emocjonalność i uczuciowość oraz ich odczuwanie są w związku bardzo ważne. Niestety z powodu szablonowości zachowań sytuują się one poza zasięgiem partnerów. Cóż wtedy? Wówczas zaczynamy się zastanawiać, dlaczego doszło do zdrady. Przecież jesteśmy dla siebie stworzeni, przecież wciąż daję jemu/jej to, czego potrzebuje. Naukowcy staranie zbadali tę problematykę, a E. Berscheid bez skrępowania pisze: „Ponieważ w miarę trwania udanego związku wszelkie zgrzyty stopniowo zanikają, zanikają tym samym warunki niezbędne do pojawienia się uczuć pozytywnych, a w konsekwencji same uczucia”.

Dla pocieszenia B. Wojciszke przekonuje, że zamieranie uczuć związanych z intymnością to bardzo powolny proces. Oczywiście nie odbywa się to na zasadzie bezinteresowności. Wciąż przeważają „zyski psychiczne” otrzymywane od partnera, który zna nas najlepiej na świecie. Profesor jednak z drugiej strony studzi nasz entuzjazm, przypominając, że układ nagrody, który znajduje się w naszym mózgu, z biegiem czasu będzie się domagał coraz silniejszych bodźców (czyli czegoś więcej), a nawet zmiany.
Czy masz wpływ na rozwój swojego związku?

Wioletta Klinicka
Trener Integracji Personalnej