Trzy składniki miłości – O namiętności/naukowe dywagacje

0
185

Czy to miłość, czy zakochanie? Czy potrafisz instynktownie odróżnić te dwa stany uczuciowe?

Jeżeli wszystkie trzy składniki miłości zaczynają się rozwijać równocześnie, w momencie poznania nowej osoby, to namiętność, jako składnik najintensywniej przybierający na sile, pojawi się najszybciej – jako dominująca cecha całego uczucia (prof. Bogdan Wojciszke).

Statystycznie spotykamy ją lub jego na swojej drodze i jest – ta iskra, która przeskakuje raz na niego, raz na nią, potem nagle dzieli się i znajduje sobie miejsce w ich sercach. Jedni mówią: strzała Amora, inni, że jest chemia lub miłość od pierwszego wejrzenia. A naukowo mówimy o wybuchu namiętności – jednym z trzech składników miłości, który przychodzi najczęściej niespodziewanie i wzrasta w błyskawicznym tempie, aby na pewien czas, krótki okres, ustabilizować się i następnie umrzeć. Muszę tu jednak zaznaczyć, że namiętność może pojawić się również u dwojga ludzi znających się od lat, których do tej pory łączyła intymność (o intymności pisałam w poprzednim felietonie). Niemniej jednak nagła obecność ekscytacji zadziwia w takim samym stopniu osoby, które dopiero co się poznały, jak i te, które myślały, że ich relacja nie wyjdzie poza przyjaźń.

Namiętność jest konstelacją sprzecznych emocji: euforii, czułości, pożądliwości i radości oraz cierpienia, lęku, zazdrości, zaborczości i tęsknoty. Może dlatego raz się przed nią bronimy, aby za chwilę jej pragnąć. Jednak bez względu na zabarwienie emocjonalne trwające w naszym umyśle i ciele (namiętności najczęściej towarzyszy pobudzenie fizjologiczne) odczuwamy nagle silną motywację do podjęcia wszelkich działań. Działań w kierunku wielopłaszczyznowego połączenia się z partnerem. Pragnienie bycia razem staje się obsesją. Chcę jej/jego dotykać, chcę całować, pieścić, przytulać, patrzeć, jak rozpływa się od naporem mojej obecności, bez niej/niego czuję się niekompletny/niekompletna, marzę na jawie i czuję się nieobecny/nieobecna psychicznie – to bardzo częste wyznania dwojga kochanków mówiących o miłości. Jednak potrzeba bliskości, uczucie pożądania, które wzrasta z każdym skurczem mięśnia umiejscowionego w klatce piersiowej, to nie wszystko. Obok potrzeb o zabarwieniu erotycznym pojawić się może pragnienie samorealizacji, dominacji lub opiekuńczości, a nawet chęć dowartościowania własnej osoby – dlatego namiętność tak często mylona jest z miłością.

Namiętność i wszelkie jej objawy zapisane są pod hasłem: „miłość romantyczna”. Jest ona sama w sobie zbyt piękna, aby mogła trwać wiecznie. Głównie dlatego, że jest niebezpieczna, to bowiem właśnie wtedy czujemy przypływ sił, które pozwalają nie spać nocami, nie jeść, to wówczas zapominamy o całym otaczającym nas świecie, dezorganizując inne płaszczyzny życia. To ten czas, gdy dana osoba wydaje się ideałem, bez wad i niepożądanych zachowań.

Różowe okulary, przez których pryzmat postrzegamy rzeczywistość, to nic innego jak „zalewająca umysł” chemia. O chemii pożądania, podobnej w swym składzie do amfetaminy czy kokainy, pisałam w innych artykułach, a szeroki opis tego zjawiska przekazują Larry Young i Brian Alexander. Przypomnę tu jedynie, że wraz z momentem zakochania (pierwszą fazą miłości) cała energia spływa do układu limbicznego. Słusznie profesor UJ Dariusz Adamek nazwał to miejsce sercem bijącym w głowie. Bo to właśnie ta część mózgu ma nas w swym władaniu.

Od pierwszej chwili wybuchu namiętności „dilerem” jest obecność partnera/partnerki. Ale jak nietrudno się domyślić, uzależnienie ściśle wiąże się z potrzebą zażywania środka w coraz większych dawkach i coraz częściej, a gdy dochodzi do jego odstawienia, pojawiają się przygnębienie, podenerwowanie i depresja, rozciągnięte w obsesyjnej tęsknocie za „narkotykiem” – i tylko całkowita abstynencja wspomaga powrót do dawnego nastroju, tego sprzed zakochania.

Jako jeden z najbardziej dynamicznych składników miłości namiętność wzrasta bardzo szybko, ale – jak zaznaczyłam na wstępie – szybko zamiera. Nie oznacza to oczywiście, że wraz ze spadkiem namiętności związek ulega rozpadowi. Mowa tu wyłącznie o tym, że […] maksymalne natężenie namiętności jest znacznie większe od maksymalnych natężeń intymności i zaangażowania (B. Wojciszke). Jeśli równolegle rozwijane były intymność i zaangażowanie, to relacja ulega wyłącznie przemianie, co jest w miłości nieuchronnym zjawiskiem – partnerzy wchodzą w kolejną fazę relacji.

Namiętność to nie tylko dar natury, to również uwarunkowania kulturalne. Jesteśmy wychowani w nadziei na przeżywanie miłości romantycznej. Każde dziecko zna bajkę o Kopciuszku, Śpiącej Królewnie. Patrząc na te historie pod kątem naukowym, obdzierając je z ich tajemniczości i przyjmując, że ich bohaterowie są pod wpływem fizjologicznego uzależnienia, można dostrzec, że namiętność wzrasta, gdy na drodze pojawiają się przeszkody. Tym samym możliwe jest przyjęcie tezy, że do wybuchów namiętności nie wystarczy atrakcyjność partnera, potrzebna jest również jakiegoś rodzaju niedostępność.

Może więc warto od czasu do czasu nie mieć dla niej lub dla niego czasu?

Wioletta Klinicka
Trener Integracji Personalnej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ