Wywiad – Anna Daszuta autorka książki „Anioł na ramieniu”

0
715

Z Anną Daszuta rozmawia Karolina Guga-Olbrich.

1. Słowo „Fejm” – Co Twoim zdaniem oznacza ono w dzisiejszym społeczeństwie? Czy przyjęło się ono w naszym kraju?
Od angielskiego „fame” oznacza „sławę” i „popularność”. Myślę, że słowo „Fejm” w dzisiejszym społeczeństwie oznacza trochę, co innego niż „tradycyjna sława”. Z tego, co zdążyłam się zorientować dość mocno osadziło się wśród młodzieży i posiadaczy różnorakich kont na portalach społecznościowych, np. na facebooku. Nie masz lajków, to nie jesteś „fame” 😉 – podpowiedział mi wujek google. Wujek google uświadomił mi również, że zanim publicznie mogłabym się wypowiedzieć na ten temat, wymagałoby to czasu i przyjrzenia się zjawisku. Wygląda na to, że przyjmuje się w naszym kraju. To co przeczytałam na ten temat u jednej ze znanych młodzieżowych blogerek nawet trochę mnie zaniepokoiło. Z jej definicji „Fejm” to osoba popularna w Internecie przez swoją urodę, osobowość albo jakiś talent lub tylko ze względu na posiadaną ilość serduszek przy odpowiedziach.” Blogerka opisała i dobre i złe strony bycia „Fejm”.
Wniosek nasuwa się jeden. Niezależnie od tego czy ktoś jest znany i sławny „w tradycyjnym ujęciu” czy ktoś jest „Fejm”, to bardzo prawdopodobne, że i w jednym i w drugim przypadku taka osoba zetknie się z zawiścią, zazdrością, obelgami czy pomówieniami. Jakby nie patrzeć sława kosztuje i często nie smakuje wcale słodko.

2. Na co dzień jesteś Coachem, skąd pomysł na napisanie książki erotycznej?
Myślę, że to właśnie zawód Coacha ma duży wpływ na nietypowe i niestandardowe rzeczy, których podjęłam się w swoim życiu, a na które wcześniej albo bym nie miała odwagi albo świadomości, że chciałabym się ich podjąć.
Zdobywając kompetencje potrzebne w zawodzie coacha sama również przechodziłam procesy rozwoju osobistego. Odpowiadałam na różne ważne pytania życiowe typu: Co da mi szczęście? O czym marzę? I jak to osiągnąć? Można powiedzieć, że na końcu tej drogi „obudziłam się” ze społecznie akceptowalnego snu. Od zawsze kochałam czytać, jako mała dziewczynka trochę pisałam i bardzo fascynowałam się zawodem pisarza. Ale z różnych powodów nie było mi dane poznać czy rozwinąć swoich talentów. Poza rozwojem osobistym po drodze spotkałam również utalentowanego pisarza i tak się zaczęło. Od maili, opowiadań, wierszy. Chciałam pisać artykuły rozwojowe, a skończyło się na thrillerze erotycznym. Pozwoliłam sobie robić to, co lubię, nie naciskać na siebie, nie krytykować się i nie wymagać od siebie perfekcji oraz mniej patrzeć na to, co powiedzą inni. Oczywiście „stare nawyki” nie znikły na zawsze i trzeba nad tym pracować, ale faktem jest, że na dzień dzisiejszy jestem autorką „Anioła na ramieniu”.

3. Czy książka w jakimś stopniu posiada fakty z życia Twojego, może kogoś znajomego? Czy jest to zwykła fikcja?
Niestety pierwsza część „Anioła na ramieniu” ma dwa mocne fakty z mojego życia i z dzisiejszej perspektywy uważam, że nie była to dobra i do końca przemyślana przez mnie decyzja. Co prawda dwa fakty nie tworzą historii, ale czytelnicy, a szczególnie Ci, którzy mnie znają, tak mocno wsadzili mnie w ubranko głównej bohaterki – Adeliny, że momentami, aż się duszę! A że bohaterka nie zdążyła w pierwszej części przejść zaplanowanej przeze mnie metamorfozy, więc bywa, że chodzę z łatką głupiej naiwniaczki 😉 Ludzie w książkach raczej wolą postacie mocne, spójne, takie, na których mogą się wzorować, postacie, które „wygrywają” i nawet, jeśli czytelnicy widzą w nich podobieństwo do swoich zachowań, to nie chcą czytać o własnych słabościach. Jest to dla mnie absolutnie naturalne i zrozumiałe, dlatego też w kolejnej części Adelina wybierze siebie i „dojrzeje”.
Myślę sobie, że w zasadzie każdy pisarz czerpie natchnienie z otoczenia, ale nie każdy czytelnik chce wierzyć w to, że pisarz z jednego zasłyszanego słowa potrafi stworzyć całą historię. Nie wiem, ile musiałoby trwać życie pisarza, gdyby miał „przeżyć” wszystkie przygody swoich bohaterów 😉 Podobnie jest z odbiorem np. seriali telewizyjnych. Nie raz i nie dwa czytałam o tym jak aktorkom nadawane są imiona serialowych postaci, a co za tym idzie np. „pozdrowienia dla chorego męża, który jej mężem jest tylko w serialu.”

4. Spotkałaś się z jakąś nieuprzejmością w swoim życiu osobistym czy zawodowym po napisaniu takiego rodzaju książki?
W poprzedniej wypowiedzi trochę uprzedziłam Twoje pytanie pisząc o przemieszaniu się fikcji z faktami u czytelników, co może prowadzić do niesprawiedliwej oceny autora, a druga kwestia to sfera erotyczna. Zdarza mi się, że dostanę telefon od osoby, której nigdy na oczy nie widziałam,a która oficjalnie informuje mnie, że „na mieście” jestem erotomanką i ekshibicjonistką. Po napisaniu książki dużo częściej dostaję oferty seksualne i to w przeróżnych konfiguracjach. Jeśli przyjrzymy się literaturze czy blogom o tematyce erotycznej większość z autorów pozostaje anonimowa. Domyślam się, że dzieje się tak również z powodu nietolerancji. Temat seksu może nie jest takim tematem tabu jak 20 lat temu, ale na pewno nie przyjmuje się takiej osoby, jak ja z otwartymi ramionami. W mojej twórczości nie używam bardzo ostrych i wulgarnie pornograficznych słów. Są to raczej smaczne i subtelne erotyki, ale i tak mam wrażenie, że ludzie uważają, że TA sfera ma swoje miejsce za kulisami, a nie na scenie. I co z tego, że prawie wszyscy robią to po cichu, ja inspiruję innych ciut głośniej, na forum i dlatego to właśnie moją osobę wskazuje się umoralniającym palcem.

5. Z czego czerpiesz inspirację do swoich tekstów (bloga, warsztatów)?
Lubię to pytanie. Inspiracje czerpię z życia – z doświadczeń swoich i nie tylko, z fantazji, z wyobrażeń, ze wspomnień, ze zdjęć – to bardzo często mi się zdarza, napisać erotyk do zdjęcia -, z rozmowy, z muzyki, z literatury, z podróży. Jestem bardzo wrażliwą osobą, co ma swoje plusy i minusy, ale jeśli chodzi o pisanie, to wysoka wrażliwość na wszystkiego rodzaju bodźce pomaga mi i jest źródłem inspiracji. Zauważyła ją również moja córka: „Mamo jak Ty to robisz, że obie słyszymy tą samą piękną piosenkę i Ty masz gęsią skórkę na rękach, a ja nie? Tobie podoba się bardziej?” Załóżmy, że to piękna piosenka i podoba się nam tak samo. Możliwe, że ja już na poziomie fizjologicznym „mocniej” ją odbieram i dlatego mam gęsią skórkę. Podsumowując – piszę i o tym, co mnie otacza i o tym, co zarówno początek, jak i koniec ma w moim sercu i w myślach.
Co do ćwiczeń coachingowych, warsztatów i artykułów wygląda to podobnie. Inspiruję się życiem, aczkolwiek na tym polu jest dużo więcej wystandaryzowanych i sprawdzonych wzorców, z których korzystam. Wokoło jest wiele mądrych książek i ludzi, których wiedzę przekazuję dalej. Co wcale nie oznacza, że nie ma tu miejsca na twórczość. Mam też w swojej puli ćwiczenia autorskie: „Gdyby ludzie posługiwali się tylko językiem tatuaży to, co zobaczyliby na Twoim ciele, co chciałabyś/chciałbyś przez to im powiedzieć? (dla przeciwników tatuaży wersja zmywalna ;)”

6. I na sam koniec, czy mogłabyś zdradzić naszym czytelnikom jakiś mały przepis na sukces?
Wszyscy wiemy, że nie istnieje jeden przepis na sukces i że nie ma jednej drogi do jego osiągnięcia. Mam kilka refleksji, którymi mogę się z Wami podzielić.
Na początek warto sprawdzić czym jest dla nas sukces? Czy sukces, o którym myślimy jest naprawdę tym, czego chcemy? Czy jest zgodny z naszymi wartościami, czy nie jest przypadkiem niespełnionym marzeniem naszych rodziców albo racjonalną potrzebą bytową lub walką w wyścigu szczurów?
Jak będziemy na 100% przekonani, że to, co chcemy osiągnąć da nam poczucie szczęścia i już sama myśl o tym, że będziemy iść w tym kierunku sprawia nam radość, to już jest połowa sukcesu!
Druga część to realizacja. Osobiście jestem zagorzałą fanką Filozofii Kaizen, czyli metody małych kroczków. „Jeśli chcesz zjeść słonia, to najpierw podziel go na małe kawałki” Gdyby dwa lata temu, ktoś powiedział mi, że mam napisać, wydać i promować książkę, bo tylko tak zostanę pisarką, to najpierw zaczęłabym się śmiać, symbolicznie i nerwowo wskazując na nierealność tego jakże pięknego pomysłu, a potem zaczęłabym uciekać, w przenośni i dosłownie.
Pierwszy artykuł, drugi artykuł, opowiadanie, jedno, drugie, trzecie… nigdzie się nie spieszyłam i odczuwałam radość, z tego, co robię i nie „patrzyłam na tego słonia, którego zjadałam po kawałku”… i tak metodą małych kroczków na mojej półce stoi „Anioł na ramieniu”, a ja piszę drugą część, bajkę dla dzieci i codziennie chociaż jeden erotyk 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ